Nie są aniołami śmierci

"Zaproszenie wolontariuszy z hospicjum do domu nie oznacza wydania na chorego wyroku śmierci. Nie walczymy o dobrą śmierć, ale o godne, oby jak najdłuższe życie dla chorego, a równocześnie pomagamy jego najbliższym" - twierdzi Anna Byrczek, kierownik istniejącego od dwunastu lat bielskiego Hospicjum św. Kamila.

"Od pół roku moja mama objęta jest opieką wolontariuszy z bielskiego hospicjum. Nie wyobrażam sobie życia bez tej bezinteresownej, serdecznej pomocy. Oni wspomagają nie tylko moją mamusię, ale też nas wszystkich, jej najbliższych. Niestety, lekarzowi z rejonu nie przyjdzie nawet do głowy zapytać, jak sobie radzimy z chorą, jakie mamy samopoczucie. Nie tylko wiedzę, ale i serce znalazłam dopiero u aniołów z hospicjum" - mówi pani Urszula z Bielska-Białej.

Właśnie tego serca, a dokładniej współodczuwania tego, co przeżywa chory i jego najbliżsi, brakowało Annie Byrczek, gdy jako młoda lekarka zaczynała pracę w szpitalu. "Pacjentów nie rokujących szans na wyleczenie wypisywano ze szpitala, pozbywając się kłopotu i najczęściej nie przejmując tym, jak sobie oni i ich rodziny poradzą. Widziałam nieme przerażenie w ich oczach. Stawiani byli w sytuacji, jakiej nigdy nie doświadczyli i znikąd nie mieli wsparcia" - wspomina Anna Byrczek. Był początek lat dziewięćdziesiątych, gdy zaczęła szukać ludzi, chcących zmienić te sytuację. Zebrała garstkę lekarzy i pielęgniarek. "Zaczęliśmy się spotykać, dyskutować, szukać rozwiązań. Jesteśmy osobami wierzącymi, wiec było dla nas oczywiste, że będziemy działać przy kościele. Od razu zakładaliśmy też udział w naszej grupie księdza, choć wtedy myśleliśmy wyłącznie o jego pracy wśród chorych. Szybko okazało się, że duchowego wsparcia potrzebujemy na równi z naszymi podopiecznymi, jeśli nawet nie bardziej" - opowiada Anna Byrczek. Trudno się dziwić jej słowom - praca wolontariusza hospicyjnego jest obciążeniem nie tyle fizycznym, co psychicznym. W ciągu dwunastu lat działalności tej wspólnoty z jej pomocy korzystało 1555 osób w wieku od pięciu do blisko stu lat. Spośród nich do dziś żyje zaledwie 51. Takiego wskaźnika umieralności nie ma żadna placówka medyczna, zajmująca się najcięższymi nawet przypadkami. Mimo tych liczb wolontariusze nie chcą być postrzegani jak aniołowie śmierci.  "Służymy życiu pacjenta i jego najbliższych. Chcemy, by chory miał zapewnioną jak najlepszą opiekę z poszanowaniem jego godności, by nie cierpiał. Staramy się uczyć odnajdywania sensu życia i cierpienia, a jeśli taka jest wola chorego, to także pomagamy mu pojednać się z ludźmi i Bogiem" - tłumaczy kierowniczka bielskiego hospicjum. Ta ostatnia kwestia nigdy nie wiąże się jednak z żadnym przymusem. Wśród podopiecznych są zarówno wierzący różnych wyznań, agnostycy i ateiści, a nawet osoby związane z sektami.

Bielskie hospicjum nie ma swej bazy łóżkowej i zajmuje się pomocą chorym w ich domach. Rozpoczęli działalność w marcu 1992 roku. "Pamiętam doskonale naszą pierwszą podopieczną. Wydawało się, że u początku poniosłyśmy klęskę. Nie chciała nas wpuścić do domu ani  też rozmawiać. Byłyśmy tam kilka minut czując się wciąż jak intruzi. Przy pożegnaniu jednak ta pani poprosiła, byśmy przyszły znowu" - wspomina początki działalności Elżbieta Adamus, jedna z 45 wolontariuszy bielskiego hospicjum. Nie ukrywa, że głęboko przeżywa każde odejście swego podopiecznego. "Przy wielomiesięcznej opiece nie da się nie przywiązać do chorego. Gdy w dzień, poświęcony propagowaniu działalności hospicyjnej, przyszłam do kościoła i zobaczyłam przy ołtarzu zwykłe, szpitalne łóżko to od razu przypomniały mi się mi się twarze tych, którymi się opiekowałam, a którzy już odeszli" - mówi ze łzami w oczach.

ARTUR KASPRZYKOWSKI

 

Na początku listopada w całej Polsce odbyła się kampania "Hospicjum to też życie". Uczestniczyło w niej 70 ośrodków opieki nad nieuleczalnie chorymi, w tym bielskie Hospicjum św. Kamila. W niedzielę, 7 listopada zorganizowało ono dzień otwartych drzwi. Były prelekcje, spotkania z wolontariuszami, msza święta za tych podopiecznych, którzy odeszli... "Chcemy przełamywać stereotypy, związane z  naszą działalnością" - mówi Anna Byrczek. W efekcie bielskiemu hospicjum przybyło kilku wolontariuszy. Pojawiły się też osoby, które prosiły o hospicyjną opiekę w najbliższej przyszłości. Opiekę nad... sobą.

Bielskie hospicjum skupia dziś 45 wolontariuszy.  Jest wśród nich jedenastu lekarzy, siedem pielęgniarek, dwaj kapelani, psycholog, rehabilitant. Resztę stanowią wolontariusze niemedyczni, choć posiadający sporo wiedzy i doświadczenia z zakresu pielęgnacji chorych. To ta ostatnia grupa pomaga chorym i ich rodzinom w codziennych obowiązkach - od toalety i podawania posiłków, po robienie zakupów i załatwianie codziennych spraw. Opieką (całkowicie bezpłatną!) obejmowane są osoby w terminalnym stadium choroby nowotworowej z terenu Bielska-Białej i okolic. Hospicyjni wolontariusze nie walczą już z przyczynami choroby, ale zwalczają objawy, związane z jej rozwojem.

Hospicjum św. Kamila ma swą bazę w salwatoriańskim kościele przy ulicy niegdyś Kluski, a dziś Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Tam też mieści się magazyn sprzętu medycznego i rehabilitacyjnego, w tym głównie szpitalnych łóżek i materaców przeciwodleżynowych. Dyżury wolontariuszy pełnione są w każdy wtorek od 15.00 do 17.00. W pozostałym czasie z przedstawicielami hospicjum można się kontaktować telefonicznie (0-33/811 03 67).

„Kronika Beskidzka” nr 47 (2496) z 25 listopada 2004 roku

Nasze hospicjum

Stowarzyszenie
"Hospicjum św. Kamila
w Bielsku-Białej"

ul. NMP Królowej Polski 15
43-300 Bielsko-Biała
tel. 33/ 811 03 67
e-mail: zarzadkamilbb@vp.pl

NIP 547-210-59-44
REGON 241158869

Konto bankowe
ING Bank Śląski
nr 15 1050 1070 1000 0023 4115 9347

wpis do Księgi rejestrowej
podmiotów wykonujących

działalność leczniczą
pod nr 000000025415

Polecamy